Co oznaczaja symbole na opakowaniach.

NIE ŻYJEMY, ABY JEŚĆ, ALE JEMY ABY ŻYĆ.

 Pielęgnacja od wewnątrz jest niezwykle istotna. Dlatego dzisiaj bedzie troche o cyferkach, ktore kazdy z nas juz widzial, ale malo o nich wiemy. Jemy po to, aby dostarczyć organizmowi potrzebnych witamin i minerałów, a nie po to, aby zapchać żołądek byle świństwem. Dorośli są jak dzieci. Kupują często oczami. Coś co ma ładne opakowania czy ładny slogan reklamowy wzbudza w nas zainteresowanie. Nieważne, że mało kto wie co jest napisane po drugiej stronie opakowania. Powiedzmy sobie szczerze, czy jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkie E? Nazwy tych świństw są tak podane, abyśmy za nic w świecenie nie wiedzieli o co chodzi. Ważne, że to „coś” wygląda apetycznie. Nieważne, że jest nie do spożycia. A oto niektóre z przykładowych oznaczeń o których większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia. Warto się z nimi zapoznać i… unikać.

Barwniki
E 102 (tartaksyna)
E 104 (żółć benzopirydynowa)
E 110 (żółć pomarańczowa s)
E 120 (koszelina)
E 122 (azorubina)
E 123 (barwnik amoniakalny)
E 124 (roz koszelinowa)
E 127 (erytrozyna )
E 131 (blekit patentowy) – rakotwórczy
E 141 (związek chlorofilowy)

E 142 ( zieleń lisaminowa) – rakotwórczy

E 150 (karmel)

E 151 (czerń brylantynowa B.N)

E 171 (dwutlenek tytanu) – w tej chwili zabroniony w Polsce

E 172 (tlenki i wodorotlenki żelaza)

E 173 (aluminium)

E 180 (pigment rubinowy)

Rakotwórcze        Zakłócające prace jelit               Szkodzą przy nadciśnieniu

E 239

E 210                    E 221                                          E 249

E 211                     E 222                                          E 250

E 212                     E 223                                          E 251

E 213                     E 224                                          E 252

E 214                     E 226            

E 215                     E 227         

E 216                   

E 217

E 218

E 219

 

ZAKŁÓCAJĄ CZYNNOŚĆ SKÓRY

 

E 230

E 231

E 232

E 233

 

A TERAZ UTLENIACZE, STABILIZATORY I INNE ŚWIŃSTWA

BARDZO  NIEBEZBIECZNE

 

E 310

E 311

E 312

E 320

E 321

E 330

E 338

E339

E 340

E 341

EMULGATORY (ZMIĘKCZACZE)

 

E 407

E 450

E 461

E 462

E 463

E 465

E 466

 

Te cyferki mówią nam tyle co chińskie znaki. Skądś je znamy, ale co to jest i co oznaczają – niestety nie wiemy. Tak jak wcześniej napisałam większość chorób człowieka bierze się z jedzenia, a raczej z tego co się do niego dodaje, aby produkt był zjadliwy. Dlatego szczególnie należy unikać nie tylko wszystkich „E” wyżej wymienionych, ale również produktów, posiadających sztuczne substancje zapachowe, które mają przedłużoną trwałość, są sztucznie konserwowane oraz konserwowane benzoesanem, gdyż jest on rakotwórczy. Warto poświęcić 10 minut dłużej w sklepie i dowiedzieć się co wkładamy do koszyka. Uwierzcie mi, zaoszczędzimy później czas i pieniądze, które wydajemy bezsensownie na lekarzy.

 Milego dnia kochani, jade po moje ulubione owoce. Jako, ze jestem  witarianka znaki juz mnie nie interesuja, za to struktura owocu, jego zapach, skad pochodzi i czy nie byl zerwany zbyt wczesnie jak najbardziej. 

Jestem przekonana, ze jak najprostsze i skromne jedzenie sluzy kazdemu.

Na zdrowie moi Mili. 🙂

 

Wasza witarianka.

 

 

 

 

Tagi: , , , , ,

Komentarze: 7

  1. Mario 19 czerwca 2017 at 18:45 Reply

    Dlatego czasami lepiej nie czytac etykiet i sie nie denerwowac 🙂

  2. agata 20 czerwca 2017 at 06:07 Reply

    Ja się dziwię, że ludzie jedzą takie rzeczy. Pamiętam jak Alina Rose pisała, żeby unikać syropu fruktozowo-glukozowego, to pojawiły się komentarze „jak tego unikać jak to jest we wszystkim”. Przecież niezależnie od diety jaką stosuje (raw, wegańska gotowana, wegetariańska, paleo, Żywienie Optymalne, wszystkożerna) takich syfów bardzo łatwo unikać. Każdą chyba potrawę ulubioną da się też zrobić w zdrowszej wersji – tort niskowęglowodanowy słodzony stewią czy erytrytolem, na mące kokosowej/migdałowej/innej niskowęglowodanowej, jeśli ktoś jest na diecie wysokotłuszczowej, czy pyszne lody owocowe albo pizzę wegańską jeśli ktoś jest na wysokowęglowodanowej. Dlatego też nigdy nie rozumiałam sensu „cheat mealów” fitnessfreaków i bodybuilderów (poza tym, żeby zrobić zdjęcie takiego posiłku i dać na instagram, albo jedzenie na mieście dla socjalizacji), bo wydaje mi się że każdą ulubioną potrawę można po prostu przygotować w wersji odpowiadającej naszej diecie i wliczyć ją do makro. Mi niezależnie od diety udawało się robić takie przysmaki (i piękne z wyglądu, i cudowne w smaku), że w luksusowych restauracjach by mogli sprzedawać 😀

    Pozdrawiam

  3. Mario 21 czerwca 2017 at 00:09 Reply

    Wiem Agata o czym piszesz, ja tak napomknalem dla zartow, ze lepiej nie wiedziec co sie je. Sam sie dziwie ludziom, ze takie g.. spozywaja. U mnie na osiedlu ludzie sie prawie tocza, a wciaz wpierdzielaja „fastudy”. „Cheatmealy” to tez dla mnie wielka zagadka 😀
    Pozdrowka

    • agata 22 czerwca 2017 at 10:53 Reply

      spoksik, nie odnosiłam się konkretnie do Twojego posta 🙂 swoją drogą to ja w sumie czasami zazdroszczę ludziom, którzy jedzą syf, w ogóle mają kwestie dietetyczne gdzieś, a dobrze się czują. Wiadomo że u większości osób dieta prędzej czy później odbije się na zdrowiu, ale wg mnie stres i złe emocje szkodzą bardziej. Ja teraz mam już mniej więcej poukładane w głowie, ale z przymusu moje życie mocno zaczęło się koncentrować wokół kwestii odżywiania i zdrowia dosyć wcześnie, i niekoniecznie uważam że to fajnie.

      Pozdrowionka

  4. Teresa Ewa Leśniak 21 czerwca 2017 at 10:05 Reply

    Joasiu, oczywiście podzielam twoje poglądy na temat szkodliwości chemii dodawanej do jedzenia. Jednak zapewne przez przypadek, używasz słowa „świństwa”. które mogłoby sugerować, że nieszczęsne świnki mają z tym cokolwiek wspólnego. A przecież są bez winy. Pozdrawiam:)

  5. Mario 23 czerwca 2017 at 03:17 Reply

    Agato Ty jestes juz dlugo na witarianizmie? Ciekawe informacje mozna sie od Ciebie dowiedziec. Czytalem poprzednie komentarze, duzo fajnych info.

    • agata 23 czerwca 2017 at 06:02 Reply

      Dziękuję.

      Nie, nie jestem długo. Raczej bardzo krótko 😀 Kilka razy w życiu próbowałam, ale zawsze szybko się poddawałam (za dużo jedzenia, za dużo sikania). Kilka miesięcy temu chciałam znowu spróbować (w stycznie…? może zaczęłam w grudniu) ze względu na profity związane z cerą/skórą, bo miałam lekkie problemy (głównie na plecach, przy łopatkach) a szykowałam się na zawody bikini fitness. No ale tak się sprawy potoczyły, że zawody (i mięśnie) olałam, wolałam oczyszczać organizm, robić głodówki itd. itp. – w tym okresie jadałam przetworzone termicznie warzywa i owoce (głównie zielenina duszona w soku własnym i suszone niesiarkowane daktyle, morele i śliwki). Moje oczyszczanie było zainspirowane Arnoldem Ehretem, on z różnych względów dopuszcza przetworzone wegańskie… ALE teraz mam większą wiedzę (śluz/Ehret to tylko wierzchołek góry lodowej) i teraz bym już takiej diety nie stosowała. Uważam, że surowa żywność to podstawa. Ale poza tym Ehret jest dobry, wybierałabym tylko inne produkty. Teraz inspiruję się głównie osobą Barefoot Herbalist (jest na Cure Zone i ma stronę www – też Ehretist), dalej trochę Tonyą Zavastą ale bardziej w kwestii lifestyle niż konkretnie tego co je. Zaczęłam destylować wodę w domu, szykuje się długi post o soku pomarańczowym (ma być konkretnie pomarańczowy), duuużo się dzieje 🙂

      Buziaki i jeszcze raz dzięki za miły komentarz ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *