Co oznaczaja symbole na opakowaniach.

NIE ŻYJEMY, ABY JEŚĆ, ALE JEMY ABY ŻYĆ.

 Pielęgnacja od wewnątrz jest niezwykle istotna. Dlatego dzisiaj bedzie troche o cyferkach, ktore kazdy z nas juz widzial, ale malo o nich wiemy. Jemy po to, aby dostarczyć organizmowi potrzebnych witamin i minerałów, a nie po to, aby zapchać żołądek byle świństwem. Dorośli są jak dzieci. Kupują często oczami. Coś co ma ładne opakowania czy ładny slogan reklamowy wzbudza w nas zainteresowanie. Nieważne, że mało kto wie co jest napisane po drugiej stronie opakowania. Powiedzmy sobie szczerze, czy jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkie E? Nazwy tych świństw są tak podane, abyśmy za nic w świecenie nie wiedzieli o co chodzi. Ważne, że to „coś” wygląda apetycznie. Nieważne, że jest nie do spożycia. A oto niektóre z przykładowych oznaczeń o których większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia. Warto się z nimi zapoznać i… unikać.

Barwniki
E 102 (tartaksyna)
E 104 (żółć benzopirydynowa)
E 110 (żółć pomarańczowa s)
E 120 (koszelina)
E 122 (azorubina)
E 123 (barwnik amoniakalny)
E 124 (roz koszelinowa)
E 127 (erytrozyna )
E 131 (blekit patentowy) – rakotwórczy
E 141 (związek chlorofilowy)

E 142 ( zieleń lisaminowa) – rakotwórczy

E 150 (karmel)

E 151 (czerń brylantynowa B.N)

E 171 (dwutlenek tytanu) – w tej chwili zabroniony w Polsce

E 172 (tlenki i wodorotlenki żelaza)

E 173 (aluminium)

E 180 (pigment rubinowy)

Rakotwórcze        Zakłócające prace jelit               Szkodzą przy nadciśnieniu

E 239

E 210                    E 221                                          E 249

E 211                     E 222                                          E 250

E 212                     E 223                                          E 251

E 213                     E 224                                          E 252

E 214                     E 226            

E 215                     E 227         

E 216                   

E 217

E 218

E 219

 

ZAKŁÓCAJĄ CZYNNOŚĆ SKÓRY

 

E 230

E 231

E 232

E 233

 

A TERAZ UTLENIACZE, STABILIZATORY I INNE ŚWIŃSTWA

BARDZO  NIEBEZBIECZNE

 

E 310

E 311

E 312

E 320

E 321

E 330

E 338

E339

E 340

E 341

EMULGATORY (ZMIĘKCZACZE)

 

E 407

E 450

E 461

E 462

E 463

E 465

E 466

 

Te cyferki mówią nam tyle co chińskie znaki. Skądś je znamy, ale co to jest i co oznaczają – niestety nie wiemy. Tak jak wcześniej napisałam większość chorób człowieka bierze się z jedzenia, a raczej z tego co się do niego dodaje, aby produkt był zjadliwy. Dlatego szczególnie należy unikać nie tylko wszystkich „E” wyżej wymienionych, ale również produktów, posiadających sztuczne substancje zapachowe, które mają przedłużoną trwałość, są sztucznie konserwowane oraz konserwowane benzoesanem, gdyż jest on rakotwórczy. Warto poświęcić 10 minut dłużej w sklepie i dowiedzieć się co wkładamy do koszyka. Uwierzcie mi, zaoszczędzimy później czas i pieniądze, które wydajemy bezsensownie na lekarzy.

 Milego dnia kochani, jade po moje ulubione owoce. Jako, ze jestem  witarianka znaki juz mnie nie interesuja, za to struktura owocu, jego zapach, skad pochodzi i czy nie byl zerwany zbyt wczesnie jak najbardziej. 

Jestem przekonana, ze jak najprostsze i skromne jedzenie sluzy kazdemu.

Na zdrowie moi Mili. 🙂

 

Wasza witarianka.

 

 

 

 

Tagi: , , , , ,

Komentarze: 40

  1. Mario 19 czerwca 2017 at 18:45 Reply

    Dlatego czasami lepiej nie czytac etykiet i sie nie denerwowac 🙂

  2. agata 20 czerwca 2017 at 06:07 Reply

    Ja się dziwię, że ludzie jedzą takie rzeczy. Pamiętam jak Alina Rose pisała, żeby unikać syropu fruktozowo-glukozowego, to pojawiły się komentarze „jak tego unikać jak to jest we wszystkim”. Przecież niezależnie od diety jaką stosuje (raw, wegańska gotowana, wegetariańska, paleo, Żywienie Optymalne, wszystkożerna) takich syfów bardzo łatwo unikać. Każdą chyba potrawę ulubioną da się też zrobić w zdrowszej wersji – tort niskowęglowodanowy słodzony stewią czy erytrytolem, na mące kokosowej/migdałowej/innej niskowęglowodanowej, jeśli ktoś jest na diecie wysokotłuszczowej, czy pyszne lody owocowe albo pizzę wegańską jeśli ktoś jest na wysokowęglowodanowej. Dlatego też nigdy nie rozumiałam sensu „cheat mealów” fitnessfreaków i bodybuilderów (poza tym, żeby zrobić zdjęcie takiego posiłku i dać na instagram, albo jedzenie na mieście dla socjalizacji), bo wydaje mi się że każdą ulubioną potrawę można po prostu przygotować w wersji odpowiadającej naszej diecie i wliczyć ją do makro. Mi niezależnie od diety udawało się robić takie przysmaki (i piękne z wyglądu, i cudowne w smaku), że w luksusowych restauracjach by mogli sprzedawać 😀

    Pozdrawiam

  3. Mario 21 czerwca 2017 at 00:09 Reply

    Wiem Agata o czym piszesz, ja tak napomknalem dla zartow, ze lepiej nie wiedziec co sie je. Sam sie dziwie ludziom, ze takie g.. spozywaja. U mnie na osiedlu ludzie sie prawie tocza, a wciaz wpierdzielaja „fastudy”. „Cheatmealy” to tez dla mnie wielka zagadka 😀
    Pozdrowka

    • agata 22 czerwca 2017 at 10:53 Reply

      spoksik, nie odnosiłam się konkretnie do Twojego posta 🙂 swoją drogą to ja w sumie czasami zazdroszczę ludziom, którzy jedzą syf, w ogóle mają kwestie dietetyczne gdzieś, a dobrze się czują. Wiadomo że u większości osób dieta prędzej czy później odbije się na zdrowiu, ale wg mnie stres i złe emocje szkodzą bardziej. Ja teraz mam już mniej więcej poukładane w głowie, ale z przymusu moje życie mocno zaczęło się koncentrować wokół kwestii odżywiania i zdrowia dosyć wcześnie, i niekoniecznie uważam że to fajnie.

      Pozdrowionka

  4. Teresa Ewa Leśniak 21 czerwca 2017 at 10:05 Reply

    Joasiu, oczywiście podzielam twoje poglądy na temat szkodliwości chemii dodawanej do jedzenia. Jednak zapewne przez przypadek, używasz słowa „świństwa”. które mogłoby sugerować, że nieszczęsne świnki mają z tym cokolwiek wspólnego. A przecież są bez winy. Pozdrawiam:)

    • Joanna Balaklejewska 28 czerwca 2017 at 17:50 Reply

      Absolutnie Teresko swinki nie maja nic wspolnego z tematem. 🙂
      Wszyscy wiemy, ze to jedne z najbardziej uroczych stworzen na swiecie. Usciski wielkie!

  5. Mario 23 czerwca 2017 at 03:17 Reply

    Agato Ty jestes juz dlugo na witarianizmie? Ciekawe informacje mozna sie od Ciebie dowiedziec. Czytalem poprzednie komentarze, duzo fajnych info.

    • agata 23 czerwca 2017 at 06:02 Reply

      Dziękuję.

      Nie, nie jestem długo. Raczej bardzo krótko 😀 Kilka razy w życiu próbowałam, ale zawsze szybko się poddawałam (za dużo jedzenia, za dużo sikania). Kilka miesięcy temu chciałam znowu spróbować (w stycznie…? może zaczęłam w grudniu) ze względu na profity związane z cerą/skórą, bo miałam lekkie problemy (głównie na plecach, przy łopatkach) a szykowałam się na zawody bikini fitness. No ale tak się sprawy potoczyły, że zawody (i mięśnie) olałam, wolałam oczyszczać organizm, robić głodówki itd. itp. – w tym okresie jadałam przetworzone termicznie warzywa i owoce (głównie zielenina duszona w soku własnym i suszone niesiarkowane daktyle, morele i śliwki). Moje oczyszczanie było zainspirowane Arnoldem Ehretem, on z różnych względów dopuszcza przetworzone wegańskie… ALE teraz mam większą wiedzę (śluz/Ehret to tylko wierzchołek góry lodowej) i teraz bym już takiej diety nie stosowała. Uważam, że surowa żywność to podstawa. Ale poza tym Ehret jest dobry, wybierałabym tylko inne produkty. Teraz inspiruję się głównie osobą Barefoot Herbalist (jest na Cure Zone i ma stronę www – też Ehretist), dalej trochę Tonyą Zavastą ale bardziej w kwestii lifestyle niż konkretnie tego co je. Zaczęłam destylować wodę w domu, szykuje się długi post o soku pomarańczowym (ma być konkretnie pomarańczowy), duuużo się dzieje 🙂

      Buziaki i jeszcze raz dzięki za miły komentarz ^^

  6. Mario 25 czerwca 2017 at 04:37 Reply

    Fajnie, ze probujesz. Zawody bikini Fitness? Na witarianizmie musi byc ciezko, nie mowie nie, ale chyba trudno o kalorie. Barefoot Herbalist, nie slyszalem. Tonja obila mi sie o uszy dawno temu. Bede musial zrobic porzadny remament w moim zoladku, bo ostatnio odpuscilem za bardzo. Sluchalem Markusa i przyznam, ze fajny z niego facet chociaz jego dziewczyna wydaje mi sie troche plastikowa, ale to tylko moja opinia. Ogolnie maja duzo do powiedzenia, nie wiem czy znasz? Wode kupuje tylko w butelkach nigdy w plastikach.
    U mnie detox na sokach trwal 7 dni, ale za bardzo mnie zoladek bolal, moze ktos cos podpowiedziec dlaczego?

  7. agata 26 czerwca 2017 at 08:25 Reply

    Na żadnej innej diecie nie budowałam mięśni tak łatwo jak na owocach + trochę warzyw 🙂 Masa energii, organizm nie jest obciążony przerabianiem sobie skrobi na cukier i nie jest obciążony nadmiarem białka, z którym musi się uporać, a które jak się okazało nie jest mi w wielkich ilościach do budowania mięśni potrzebne. Super regeneracja, jeszcze nie miałam na tej diecie zakwasów, nie czułam się po treningu jakby przejechał po mnie tir. Mogłabym zrobić super formę na witaraniźmie, ale pytanie czy chcę? Musiałabym jeść więcej, a jeść więcej zawsze gorzej dla organizmu niż jeść mniej. Tak samo joga, spacery są zdrowsze niż bodybuilding, intensywne treningi. Jeśli będę chciała to oleję co zdrowsze, bo koniec końców i tak wszyscy umrzemy, ale nie wiem czy chcę – mam okresy kiedy bardzo lubię dużo aktywności fizycznej i takie kiedy uważam ją za stratę czasu i wolę rozrywki intelektualne, cały dzień bym siedziała na tyłku i się uczyła + jakiś spacer, stretching. Umięśniona sylwetka też podoba mi się czasami, a czasami wolę delikatną budowę. Pożyjemy, zobaczymy 🙂 Teraz dużo czytam i się uczę, bo mam ochotę.

    Wiem kto to Markus, „znam z widzenia”, ale nie oglądam jego filmików. Może są ciekawe, nie wiem, nie ciągnie mnie. Ja w ogóle mało oglądam filmików, wolę czytać. Mówiony angielski czasami ciężko mi zrozumieć, do tego często w filmikach interesuje mnie tylko jakiś fragment, poruszany wątek – nie chce mi się szukać, kiedy o tym będą mówić a oglądanie całości to strata czasu dla mnie. Tym bardziej jak ktoś wolno mówi/mówi niewyraźnie/zachowuje się w sposób albo ma głos, który mnie drażni. Zdecydowanie wolę artykuły, wpisy na forach.

    Może żołądek Ciebie bolał bo za dużo śluzu się uwolniło? Barefoot Herbalist pisał o piciu soli gorzej przez pierwsze dni postu o soku pomarańczowym. A może bolał z głodu? Głodówka o sokach nie wyłącza tak układu pokarmowego jak taka o wodzie czy suche poste. Niektóre anorektyczki mają problem z wrzodami żołądka. Kwas żołądkowy można popchnąć na dół ćwiczeniami oddechowymi. Tak sobie tylko gdybam, nie diagnozuję ^^

    Pozdrawiam

  8. agata 26 czerwca 2017 at 08:57 Reply

    Joasiu, wczoraj rano w TVN24 rozmawiali o leczniczej marihuanie i Pani Ekspertka zaproszona do studio mówiła właśnie o tym jak pomaga na ataki padaczkowe u dzieci. Fajnie, coraz więcej ludzi zainteresuje się olejem konopnym. Ja chcę sobie kupić i jeść jako suplement diety (do większej ilości tłuszczu w diecie nie chcę wracać). Na oleju kokosowym jem pichtowy i oregano, będę kombinować co mi najbardziej odpowiada. Kokos za właściwości uwielbiam. Chciałabym jeść miąższ młodego kokosa bo pyszne to ale niezbyt się czuję po tłuszczu. Pewnie częściowo przez to że nie mam woreczka żółciowego. Może też kwestia odzwyczajenia. Będę kombinować.

    Buziaki

    • Joanna Balaklejewska 28 czerwca 2017 at 17:49 Reply

      Agatko jesli masz mozliwosc zakup Cbd oil.
      Nie wiedzialam, ze nie masz woreczka zolciowego, wspominalas o tym czy przegapilam?

    • agata 30 czerwca 2017 at 05:07 Reply

      kupię, kupię 🙂 tylko nie chce mi się szukać stacjonarnie (ciągle zapominam że mam zajrzeć do sklepów ze zdrową żywnością jak jestem w okolicy), a jak zamawiam przez internet to zawsze jak głupia odkładam na później, żeby pomyśleć co jeszcze mi potrzeba, bo nie chcę płacić za przesyłkę dla jednej rzeczy XD ale bez problemu można w PL ten olej dostać, zimnotłoczony, jest także eko

      Chyba raz wspomniałam, że nie mam woreczka ale nie rozpisywałam się na ten temat 🙂 Od dawna już nie mam, jakąś jak skończyłam 20 lat usuwałam. Bóle zaczęłam mieć już w wieku 16 lat, na USG poszłam dopiero po dwóch latach, bo zwalałam na stres, złą dietę. Potem próbowałam sobie poradzić sama, piłam rano na czczo oliwę z oliwek z sokiem z cytryny, do tego jakieś chińskie tabletki ziołowe sobie wynalazłam. Ale nic nie pomogło, kamienie nawet nie przestały się powiększać. Teraz może bym sobie z nimi poradziła, porządnym liver flush, no ale za późno 🙂 Masakry nie ma, ale jednak ciężkostrawne posiłki odczuwam negatywnie a i mam takie dziwne coś, że jak jem ciężkostrawnie to potem jak robię się głodna mam mdłości – wydaje mi się, że żółć się wylewa do układu pokarmowego, ale nie wiem jak to dokładnie jest. Zupełnie inny rodzaj głodu niż po owocach/koksie. Unikam tłuszczu w dużych ilościach poza nasyconym bo po majonezie (rzepak) i maśle orzechowym sikałam kiedyś na zielono (żółcią chyba). No i staram się jeść jak najbardziej mono albo przynajmniej sensownie łączyć, błędy wyraźnie odczuwam.

      • agata 30 czerwca 2017 at 05:25 Reply

        koksie –> kokosie

        XD ^^;

  9. Jolka A. 28 czerwca 2017 at 05:04 Reply

    Ja nie wiem jak mozna budowac miesnie na surowym, sorry ale mi sie to wydaje niepojete. Bylam kiedys wegetarianka, zaczelam jesc bialko i dopiero cos sie pojawialo. Na weganizmie nie rosly mi miesnie dlatego wrocilam do jajek i sera. Jak sie komus udalo na samych roslinach to gratuluje.

    • agata 28 czerwca 2017 at 06:06 Reply

      Niektórzy ludzie tak mają („genetycy”), wejdą po schodach i mają umięśnione łydki. Tak samo jak niektórzy tyją od byle czego a inni są szczupli mimo że jedzą dużo i niekoniecznie zdrowo. Ja łatwo budowałam mięśnie niezależnie od diety co niekoniecznie mi się podobało, jak miałam fazę na zwiewnego elfa haha Kiedyś ogłosiłam strajk i powiedziałam mamie że nie będę nosić ze sklepu zakupów powyżej 2 kg bo mam za duże bicepsy od tego XD Ale jak jadłam dużo białka (miałam okres i z odżywkami białkowymi, głównie w formie batonów Quest bo niektóre mi mega smakowały, i okres paleo – głównie jajka, żółtka) i tłuszczu zwierzęcego to miałam mula, gorzej mi się ćwiczyło i dużo gorsza regeneracja. Często miałam zakwasy, byłam obolała.

      Zmieniając temat, dzisiaj trzeci dzień mojego eksperymentu z kokosem. Odświeżyłam wiedzę o tłuszczach, jak się trawią itd. Przypomniałam sobie wszystkie swoje życiowe doświadczenia, po czym miałam problemy trawienne, uczucie ciężkości w żołądku. Teraz jem kokos – duuużo tłuszczu kokosowego, ale avokado nie tykam i wow, jak na razie jest super. Energia i to zraz po posiłku (jak po owocach), stabilny poziom cukru we krwi, spokój wewnętrzny. Jeśli tak dalej będzie to jestem mega szczęśliwa, bo kokos + warzywa, mało owoców, raczej te nie słodkie, to dla mnie idealna dieta jeśli chodzi o doznania smakowe. Umm… szczerze mówiąc to chyba wolałabym jeść tak, nawet jeśli 10 tys. kalorii dziennie niż 1000 kalorii w słodkich owocach. Rozpływam się jedząc zieleninę zmiksowaną z olejem kokosowym, a słodkie owoce smakują mi tylko jak jestem bardzo głodna i aż nie przestanę być bardzo głodna XD (na widok czwartego banana chce mi się rzygać)

      Ehret pisał, że człowiek nie wykorzystuje tłuszczu co jest chyba największą z bzdur, jakie palnął – podejrzewam że w 19-początek 20 wieku diety skrajnie niskowęglowodanowe (moja taka nie jest i nie będzie) nie były praktykowane w jego otoczeniu. Oczywiście że organizm czerpie energię z tłuszczu, z utleniania wodoru. Zakładając, że tłuszcze rzeczywiście są śluzotwórcze, to myślę, że kokos w niewielkim stopniu, jeśli w ogóle, bo jest tłuszczem nasyconym.

      Zresztą kicham na Ehreta, Grahama i jego 80/10/10, Kwaśniewskiego, Ziębę – tworzę dietę idealną dla siebie.

      Pozdrawiam

      • agata 28 czerwca 2017 at 06:27 Reply

        Może coś nie tak z moimi kubkami smakowymi ale wydaje mi się, że sałata (ja użyłam rzymską, bo jest bardziej zielona niż masłowa a bardziej zielone jest zawsze lepsze niż mniej zielone :P) zmiksowana z olejem kokosowym + szczypta soli super imituje smak tradycyjnej ‚sałaty ze śmietaną’. Plus, posmak kokosa oczywiście ale leciutki. Dzisiaj zmiksuje ogórka szklarniowego i czosnek, może będzie mizeria XD

        Kolejny super plus takiego jedzenia (dla mnie) jest taki, że zupełnie przestało mnie ciągnąć do zielonej herbaty. Moje jedzenie jest tak samo idealnie zielone i idealne w smaku jak idealnie zaparzona kabusecha haha A po mango czy bananach marzyłam żeby się napić herbaty, i do tego takiej mocniejszej, cierpkiej w smaku, żeby tą słodycz owoców trochę zamordować.

        Pozdrawiam ^^

      • Joanna Balaklejewska 28 czerwca 2017 at 17:45 Reply

        To prawda, ze sa ludzie ktorzy szybko buduja mase miesniowa specjalnie sie o to nie starajac. U mnie najwiecej miesni wyksztalcilo sie do tej pory dzieki dzieciakom. 🙂 Noszenie, podnoszenie, zabawa z nimi, odbijanie pilki, skakanie w gume i na skakance, do tego trampolina. Uczeszczam na silownie gdyz w przyszlosci jako trener nie chce wygladac zbyt szczuplo. Zreszta wspaniale sie czuje po treningu i to na samych roslinach surowych poki co. Tak wiec Jolu mozna bez problemu zbudowac mase miesniowa. Dzisiaj nie mam sie jeszcze zbytnio czym pochwalic, nie zmierzam rowniez do wielkich rozmiarow, gdyz nie taki moj cel. Sila nie polega na tym ile sie ma cm w nodze, czy bicepsie. Jednak mam kilka planow zwiazanych z fitnessem dlatego zalezy mi aby troche masy mi jednak przybylo, postepami bede dzielila sie na blogu.

        Kokosy jem codziennie, nigdy nie czulam sie po tluzczu tak lekko. 🙂
        Poki co malo u mnie tradycyjnych orzechow, avocado w formie guacamole, jednak orzech kokosowy tak i owszem.

        „Zresztą kicham na Ehreta, Grahama i jego 80/10/10, Kwaśniewskiego, Ziębę – tworzę dietę idealną dla siebie”.

        Najlepsze zdanie jakie slyszalam, podzielam, zgadzam sie w 100% 🙂
        Czytajmy, analizujmy, nie skupiajmy sie na jednej osobie.
        Tworzmy diete, ktora jest dobra dla nas, a nie odpowiada obcym ludziom, ktorzy nas nie znaja, nie widzieli na oczy a medrkuja. 🙂

        • agata 30 czerwca 2017 at 04:48

          Kokos jest super, nie obciąża wątroby i daje szybko energię 🙂 Po zieleninie zmiksowanej z olejem kokosowym czuję się w brzuchu tak jak po bananach (lekkostrawnych owocach), czyli zupełnie nie czuję wnętrzności 😉 Po jabłkach (jako że jem ze skórką a po usunięciu woreczka niby się nie powinno) różnie bywa.

          Moja dieta zapewne zmieni się jeszcze wiele razy, dużo czynników wchodzi w grę. Wiem, że jeśli znowu będę intensywnie trenować to muszę jeść więcej węgli, a i jeśli cały dzień jestem poza domem to zdecydowanie wygodniej z owocami, można sobie po prostu kupić coś w sklepie. Z tłuszczem, jeśli nie jem avokado, orzechów, musiałabym latać z pojemnikami. Wczoraj miałam nieplanowanie dużo latania poza domem, ciągle coś mi wypadało, przedłużało się, więc skończyło się na litrze surowego sklepowego soku marchewkowego i Słońcu 😀 Miło było, ale muszę uważać, bo ostatnio za dużo kombinuję i za często 1-2 dniowe głodówki. To spontaniczne, to po tym avokado chciałam posprzątać. Planowałam przytyć troszkę do postu o soku pomarańczowym ale jak na razie wszystko inaczej wychodzi. Życie 🙂 Ale nie szkodzi, nie muszę teraz robić tego postu. Chcę jeszcze trochę poeksperymentować z pokarmem, z nasionami i orzechami – wyniki badań, które podał Kill Bill (ie. fityny niekoniecznie są szkodliwe) zmieniają postać rzeczy dla mnie. Jeśli nasiona i orzechy są zdrowe również nienamoczone ale namaczamy żeby były jeszcze zdrowsze to inna sprawa 😀 Ale to sama muszę przetestować co mi służy. Zacznę od migdałów bo pestki i tak jem. Z jabłuszek zawsze wybieram i jem na końcu, bo „najlepsze na deser” 😉 Uwielbiam, smakują jak marcepan (amoniak XD z tego samego powodu uwielbiam zapach olejku z pestek śliwek)

          Tyle tych zagadek… dlaczego jedni ludzie czują się super na samych owocach, inni potrzebują tłuszczu i to czasami więcej niż 10% Grahama… jedni mają niedobory B12, inni nie… pamiętam małżeństwo z forum Optymalnych – jedli to samo, mieli podobny tryb życia, ale kobieta męczyła się na tej diecie z niedoborami potasu, a jej mąż ich nie miał

          Buziaki 🙂

        • agata 30 czerwca 2017 at 05:20

          Joasiu, co do sylwetki to myślę, że jak najbardziej masz się czym pochwalić – 40 lat skończone, dwójka dzieci, a figura lepsza niż 80% nastolatek 😀 Ale jeśli chodzi o same mięśnie, to wg mnie jest delikatnie ale fajnie, że proporcjonalnie i harmonijnie. Ja bym kaloryfer dorobiła :3 ale nie wiem czy Ci się podoba. Moje ulubione ćwiczenie na brzuch to podnoszenie wyprostowanych nóg – nie musi być w zwisie, można z powodzeniem robić w domu, w pozycji leżącej, najlepiej na krawędzi sofy albo łóżka (tak że tyłek ma jeszcze support a nogi już nie) – wtedy można opuścić nogi też trochę w dół. Ja jak miałam już sporą wprawę i ćwiczenie mnie nudziło bo mało stymulowało, to na kostki dodawałam obciążniki, takie na rzepy, ale to trzeba na lędźwie bardzo uważać. To jest wg mnie najlepsze ćwiczenie na dolne partie brzucha (ale góra też się ćwiczy)

          Buziaki 😀

          ps super masz ten czerwony strój kąpielowy, uwielbiam takie folkowe/etniczne ;D chcę zobaczyć ciekinkowe bikini 😀 jestem bardzo ciekawa co wybrałaś

        • Joanna Balaklejewska 1 lipca 2017 at 12:06

          Znam cwiczenia, o ktorych piszesz. Obciazniki rowniez daje na nogi wtedy o wiele latwiej sie cwiczy, w tym sensie, ze lepiej wyrabiaja sie miesnie.
          Kaloryferek staram sie dorobic haha, ale jeszcze potrzeba mi troche czasu, wtedy poczekaj na zdjecia, na pewno sie pochwale. 🙂
          Delikatnie umiesnione cialo jest bardzo estetyczne i ladne, wciaz jest smukle.
          Cekinowego bikini jeszcze nie widzialam, ale jak zobacze specjalnie dla Ciebie zakupie. 🙂

        • agata 2 lipca 2017 at 07:28

          Chodziło mi o cekinkowe bikini na zawody fitnessowe 🙂

          instagram [. ]com/glamfitbikinis/

          Myślałam, że sobie sprawiłaś albo planujesz w bliskiej przyszłości zakup 🙂 Ale może za wcześnie albo na tych zawodach, na które się wybierasz obowiązuje inna etykieta a propos stroju 🙂 no i cekinki to też nie wymóg (jak czytałam regulamin zawodów to było tylko o poziomie zabudowania majtek hehe no i wysokość obcasów), ale z tego, co widzę większość kobiet stara się żeby było jak najbardziej glamour… efektowne bikini, biżuteria, profesjonalny makijaż i fryzjer przed zawodami – liczy się cała prezentacja, a nie tylko mięśnie. Biżuteria z kryształkami Swarovskiego jest fajna na zawody, mocno daje po oczach 🙂

          Ja bardzo lubię oglądać bikini na zawody, niektóre są przepiękne, małe dzieła sztuki 🙂 Zwłaszcza te na zawody federacji WBFF.

          Jak duże dajesz obciążenie na kostki, kiedy ćwiczysz brzuch, jeśli mogę zapytać? 🙂 Z ciekawości. Ja mam obciążniki 2 kg i 6 kg. Brzuch ćwiczyłam tylko z tymi 2 kg, ale do innych ćwiczeń (uda, pupa) doczepiam je razem, więc mam po 8 kg obciążenia, albo 12 kg (2x obciążnik 6 kg) jeśli pracuję tylko z jedną nogą/pośladem. Więcej obciążników na łydce nie zmieszczę więc tych 2 kg już nie dokładam XD

          Buziaki 🙂

  10. agata 30 czerwca 2017 at 04:32 Reply

    EWCIA ma problemy z zamieszczaniem komentarzy, za zgodą podaję jej przepis na wegański majonez 🙂

    MIELIŁAM PESTKI SŁONECZNIKA W MŁYNKU, POTEM DODAWAŁAM DO NICH SOKU Z CYTRYNY, ODROBINĘ SOLI I WODY DO ODPOWIEDNIEJ KONSYSTENCJI (WODY MOŻNA TROCHĘ WIĘCEJ BO PESTKI SPĘCZNIEJĄ JESZCZE). PYCHA. JA DODAWALAM GO WPRAWDZIE DO JARZYNOWEJ TRADYCYJNEJ SAŁATKI (TYLE ŻE BEZ JAJEK) I SMAKOWAŁA PO PROSTU JAK ZE SKLEPOWYM A NAWET LEPIEJ.

    Ja raz zrobiłam z namoczonych pestek słonecznika, zamiast soku z cytryny ocet jabłkowy a sól czarna kala namak skoro capi jajcem a w majonezie tradycyjnym jest jajco. Chyba też słodziłam lekko miodem (czyli już chyba nie wegańsko…? pisałam wcześniej, że moja dieta „jest obecnie wegańska” ale zapomniałam, że słodziłam lemoniadę miodem oops). Smakowało jak majonez.

    • Joanna Balaklejewska 1 lipca 2017 at 12:09 Reply

      Ewcia zawsze jest tutaj mile widziana, nie wiem dlaczego ma problem z komentarzem.
      Dziekuje za ten przepis, rewelacyjny. Buziaki dla Ewci i Agaty!

      • agata 2 lipca 2017 at 07:11 Reply

        Po tym jak jakiś czas temu blog był nieaktywny (update…?) niektórzy mają problem z zamieszczaniem komentarzy ^^ Ja ze swojego netbooka też nie mogę pisać (u Kill Billa miałam to samo). Piszę od mamy, ale nie mogę dołączać linków (wyskakuje komunikat, że spam), dlatego rozwalam linki spacjami i [ ], żeby system ich nie identyfikował. Od siostry mogę i pisać, i normalnie dodawać linki… ale rzadko korzystam z jej komputera (tym bardziej że straciła klawisz „z” heh i muszę albo copy/paste literki, albo wstawiać „ź” zamiast „z” i ż” – upierdliwe)

        Update oprogramowania i/lub zmiana przeglądarki na Google Chrome ew. Mozillę (ja na netbooku mam Internet Explorer; mama i siostra Google Chrome) powinny pomóc, ale nie wiem na pewno bo mi się nie chce sprawdzać. Poza komentowaniem na blogach durnego wordpressa nie mam w sieci żadnych problemów 🙂

        • Joanna Balaklejewska 2 lipca 2017 at 23:32

          Jesli pragniesz wstawic jakies linki przeslij mi i bedzie bez problemu. 🙂 Nie wiem dlaczego znowu sa problemy bede musiala to wyjasnic.

  11. Anka 4 lipca 2017 at 14:13 Reply

    Jak ważna jest uważność:) chciałabym się zapytać czy miał może ktoś Was styczność ze szczotkowaniem twarzy? jeżeli tak to jaką szczotka najlepsza, jak wykonywać szczotkowanie?

    • Basia 4 lipca 2017 at 14:46 Reply

      Ja próbowałam szczotkowac twarz. Podpatrzyłam to u Tony Zavasty, ale nie sprawdziło się to u Mnie. Po szczotkowaniu, na drugi dzień na twarzy pojawiły się jakieś krosteczki. Moje policzki zawsze gładkie, całe były wtedy pokryte jakimiś krosteczkami. Po paru dniach zeszło. Powtórzyłam szczotkowanie jeszcze raz, ale ten sam efekt. Szczotka była specjalna do szczotkowanie twarzy, taka jak Tony. Najwyraźniej nie jest to dla Mnie.

      • Joanna Balaklejewska 5 lipca 2017 at 06:51 Reply

        Basiu wydaje mi sie, ze wszystko zalezy od rodzaju szczoteczki, w jaki sposob sie nia masuje, jak czesto i jak przyklada do buzi. Szczotkuje twarz 3 razy w tygodniu. Wczesniej co najmniej minute masuje twarz dlonsmi, „opukuje” palcami. Bywa, ze przed masazem uzywam kostek lodu, przykladam je o buzi. U mnie sprawdza sie fajnie szczoteczka Skinvigorate marki Mary Kay, ale rowniez lubie szczoteczke z Rossmana, chyba ta sama, o ktorej wspomina Agata, gyz zaplacilam za nia 4 dolary. Moja buzia jest ladnie ukrwiona,delikatna nie mam podraznien, u mnie akurat te szczoteczki zdaly egzamin na piatke z plusem. 🙂

    • agata 5 lipca 2017 at 05:37 Reply

      Ja szczotkuję twarz, chyba już prawie rok minął (ciało od lat). Takiej szczoteczki jak Tonya nie mam i nie chcę mieć – wolę z okrągłą główką. Swoją kupiłam w Rossmannie (wiszą nie ze szczotkami do ciała i myjkami, ale tam gdzie akcesoria do włosów), taniocha, ok. 10 zł, z różową rączką, transparenty plastik. Widziałam w ofercie jeszcze drugą konkretnie do twarzy, drewnianą, podobna do tych co używają Koreanki, ok. 40 zł kosztowała – wtedy miałam dylemat, którą wziąć ale zdecydowałam się na plastikową taniochę bo nie wiedziałam czy szczotkowanie będzie mi odpowiadać. Odpowiada. Dla mnie to peeling po prostu, ale minus chemia, wysuszenie czy bez tłustego filmu, który dla odmiany zostawiają niektóre bardziej odżywcze peelingi.

      Nie szczotkuję tak jak Tonya. Szczotkuję małymi okrężnymi ruchami, przesuwając się po różnych partiach twarzy.

      Z mojej szczoteczki jestem zadowolona, może kupię sobie lepszą i ładniejszą (uwielbiam drewniane akcesoria) jak będę miała ochotę wydać kasę na upiększanie, bardziej dla psychiki niż z rzeczywistej potrzeby.

      Jak zaczynałam szczotkować to miałam mocno zanieczyszczoną cerę i nie byłam zadowolona ze szczoteczki – żałowałam, że nie kupiłam tej droższej bo pomyślałam że może mieć lepsze włosie, takie co dokładniej oczyszcza pory (może ma), mojej używałam razem z peelingiem enzymatycznym Ava (fajny) czy czarnym mydłem w kremie (super do ciała, do twarzy za ostre dla mnie). Wtedy takie mocno oczyszczające dodatki były dla mnie ok bo i tak po myciu używałam tanika/hydrolatu, potem serum wodne z olejkiem. Teraz nic już na twarz nie kładę, chyba że mam ochotę przetrzeć po kontakcie z naszą kranówą hydrolatem (z rumianku rzymskiego bosko pachnie) i wklepać olejek pod oczy, czasami mi się chce. Hydrolat na waciku zdarza mi się użyć w ciągu dnia w okolicach ust, żeby się umyć po papryce/szpinaku/kurkumie XD Zapach tego rumiankowego długo potem czuję pod nosem.

      Szczoteczkę po każdym użyciu myję wodą z mydłem. Teraz szczotkuję jak mam potrzebę/czuję że skóra zrobiła się szorstka (i mi się chce urodą zajmować). Nie częściej niż co trzeci dzień.

      Buziaki

      • Anka 13 lipca 2017 at 10:45 Reply

        Dzięki za odp.:) Czy szczotkujecie twarz na sucho? Ja szczotkuje ciało na sucho do dłuższego czasu i zauważyłam pewną kwestię. Mianowicie ważne jest z czego jest szczotka, kŧóą się szczotkuję. Najpierw szczotkowałam ciało szczotką przeznaczoną do mycia pleców, kŧóra była z syntetycznego materiału. I nie widziałam jakiś znaczących efektów. Odkąd zaczęłam szczotkować Szczotką z włosia dzika( taką do czesania włosów:), po miesiącu zauważyłam bardzo znaczące efekty. Skóra aż błyszczała:)poznikał cellulit a skóra była niesamowicie miękka. Muszę tu jednak zaznaczyć, że nie każdemu może takie włosie odpowiadać bo jest dość mocne i ostre. Ja jednak szczotkuję ciało do dłuższego czasu i moja skóra była zadowolona:).

        • agata 17 lipca 2017 at 06:06

          Ja na sucho. Przez krótki okres (kiedy używałam z produktami) szczotkowałam na mokro, zmywałam szczoteczką maseczkę Ava/czarne mydło, ale od początku planowałam szczotkować skórę na sucho, przed myciem, tak samo jak ciało. Może to mój wymysł, ale mam wrażenie, że mokra skóra jest tak jak i mokre włosy, paznokcie bardziej podatna na uszkodzenia, więc staram się obchodzić delikatnie z delikatną skórą twarzy (ciało czasami masuję na mokro rękawicą, ale dekolt i szyję szanuję jak twarz 😉 )

          Pozdrawiam

  12. agata 5 lipca 2017 at 06:15 Reply

    Joasiu, czy Ty pilnujesz jakąś szczególnie białka w diecie? Bilans i równowaga aminokwasów, żeby mieć ileś tam gram? Tym bardziej jak dużo ćwiczysz… Wydaje mi się, że mogłam/mogę mieć niedobory białka, w każdym razie mój akurat organizm prosi o więcej. Dlatego od jakiegoś czasu tak mnie ciągnie do warzyw, a nie mam ochoty na owoce. Przez ostatnie kilka dni nie jadłam nawet mojej zielono-kokosowej papki, jadłam same warzywa, po tym jak odkryłam że po młodym porze doznaję takiego samego orgazmu jak po zieleninie zmiksowanej z olejem koksowym. Wręcz się na tego pora rzuciłam XD Codziennie też jem brokuła, mam na te dwie rzeczy wielką ochotę. Ta kwestia mnie zastanawia + śliniłam się ostatnio na kawałek kiełbasy (1. nie byłam głodna, 2. nigdy nie lubiłam mięsa a tym bardziej śmierdzącej wędzonej i zapewne mega przesolonej kiełbasy 3. powtarzałam ostatnio badania co do niedoborów, tych „typowych” wegańskich i nie miałam, ale pod kątem niedoboru aminokwasów się nie badałam). Przypomniałam sobie też, ze ostatnio pobolewał mnie staw w prawym nadgarstku, uznałam że za dużo trzymam rękę w jednej pozycji jak piszę/czytam/gram na konsoli to ten nadgarstek ciągle wygięty, ale trochę mnie to zdziwiło, bo kiedyś grałam na konsoli o wiele więcej i nic takiego nie pamiętam. LOL zaskoczył mnie taki rozwój wydarzeń XD Zobaczymy co z tego wyniknie.

    A propos, wczoraj oglądałam trochę filmiki prof Spiry, zawsze czytam komentarze pod nimi – ktoś pytał co z bodybuildingiem na tej diecie, i odpowiedź Spiry potwierdza, co podejrzewałam, coś w stylu „Ehret rekomenduje naturalną aktywność fizyczną (czyli chodzenie, pływanie, taniec i takie tam). Szedłbym w kierunku diety wegańskiej z większą ilością białka, a jeśli zachorujesz/kontuzja to dieta bezśluzowa (= owoce + zielone liście, których Ehretiści często nawet nie miksują a jedzą w sałatce, bo to dla przeczyszczenia układu pokarmowego a nie białka) pomoże Ci wyzdrowieć”

    innymi słowy, dieta owocowa-zielskowa, niskobiałkowa, nie jest dla wszystkich a samo oczyszczenie ciała ze śluzu nie sprawi że będzie ono tak funkcjonować że nawet na samych owocach można zostać Arnoldem – wg prof. Spiry bo ja tam nic wiem haha może są tacy ludzie, albo nawet na samych oparach zostają Arnoldem, albo wyobrażają sobie, że są Arnoldem i dlatego zostają Arnoldem niezależnie co/ile jedzą 😛

    i taka moja refleksja: jeśli ktoś na surowiźnie ma wrażenie że je za dużo, kalorycznie dużo więcej niż na innej diecie, to może warto się temu białku przyjrzeć, bo wg mojego researchu niedobory białka na diecie wegańskiej się zdarzają (tym bardziej mogą wystąpić, a także na diecie niewegańskiej, jeśli mamy problemy z trawieniem/przyswajaniem), niektórzy mogą potrzebować dużo więcej niż 10% Grahama, a to że ktoś ciągle jest nienajedzony może wynikać z tego, że organizm tego białka szuka. Ja przez ostatnie kilka dni jadłam kalorycznie bardzo mało , mniej niż na owocach, a czułam się lepiej. Pewnie to tymczasowe (co do ilości kcal), bo dalej siedzę dużo na tyłku, ale pewne jest że tych warzyw potrzebowałam.

    Buziaki

  13. Joanna Balaklejewska 5 lipca 2017 at 12:22 Reply

    Dobre pytanie z tym bialkiem. Nigdy wczesniej nie wyliczalam niczego, ale teraz kiedy przymierzam sie do zawodow aby dumnie reprezentowac wegan, to staram sie spogladac na to co spozywam i ile. Nie fanatycznie, ale bardzie to kontroluje. Nie bede przed zawodami fitness robila eksperymentow typu ” Moze sie uda bez wyliczania”. 🙂 Nie mam rowniez zamiaru zmuszac sie do nie wiadomo jakiej ilosci jedzenia, ale staram sie zjadac te 2000 tys, kcal.
    Do posilkow, dodaje witarianskie odzywki, ktore maja wspanialy sklad, 100 % surowe i weganskie. https://nz.iherb.com/c/Garden-of-Life/Raw-Meal?gclid=Cj0KCQjwnPLKBRC-ARIsAL_JTCyTpMomt2V7ZtgNQMryprVGMspN9OH-5X-AUHAhkFzOQpAYYddg3KEaAkYzEALw_wcB
    Podniesc wage pomagaja mi cwiczenia silowe, kiedy spozywam salatke, to jest ona naprawde duza. 🙂 Zajadam ja bardzo powoli i potrafie zuc przez 20 minut. Moje smoothie to nie jedna szklaneczka tylko pol litra szejka. Objetosciowo jem wiecej i bardziej kalorycznie. Napisze o tym wkrotce.
    Faktycznie, nie kazdemu na reke witarianizm, ale duzo chyba zalezy od miejsca, w ktorym sie mieszka, rowniez wierze, ze stres jest odpowiedzialny za wiele niepowodzan. Znam kilka osob, ktore odzywialy sie przepiswo ciagle sie martwiac, biegajac od lekarza do lekarza, wyniki krwi, stres, a i tak ciagle cos im dolegalo. Istotne jest wczesniejsze odzywianie gdyz kawalek pizzy, czy cala masa niezdrowego jedzenia nie „wyjdzie z nas” z dnia na dzien. Wazne jest rowniez nastawienie do tego stylu odzywiania. Dla mnie on jest idealny, ale powtarzam, dla mnie 🙂 Przechodzac na diete raw, zaczelam rowniez oczyszczac swoj umysl. To takie istotne i ciagle o tym wspominam. Niby wszyscy to wiedza, ale szybko zapominaja.

    Co do kielbasy, Agatko moze jakies wspomnienia z dziecinstwa? 🙂
    Mnie ostatnio bardzo podoba sie zapach popcornu, a jak widzialam dziewczynke z wata cukrowa tez mi slinka poleciala haha, ale cicsza, sza…

    Umysl plata nam figle, u mnie tez napady na rozne rodzaje zywnosci, ostatnio mnoswo kwasnego. Musze zrobic ogorki kiszone, bo te kupne nie sa smaczne, a juz „chodza” za mna od miesiaca, to samo z kapusta kiszona.

    Buziaki, milego dnia 🙂

    • agata 6 lipca 2017 at 06:47 Reply

      Dziękuję Joasiu za wylewną odpowiedź 🙂

      Jakiegoś SunWarriora może sobie kupię, w PL można dostać (jest m.in. dystrybutor SunWarrior ale też inne opcje), nie ze strachu że mam jakieś straszne niedobory i zaraz zdechnę ale dla wygody, nie chce mi się tak tych aminokwasów, przyswajalności kontrolować, a w każdej chwili może mnie wziąć na ćwiczenia (wiele razy rzucałam na na hantle bo zobaczyłam fajną postać w komiksie albo znalazłam w grze cool greatsword a to trzeba mieć dużo siły żeby tym siać spustoszenie ;D). Nawet nie jestem pewna co do tych niedoborów, wczoraj już nie miałam ochoty na brokuła ale dużo młodej marchewki. Chrupałam i chrupałam. Mam nadzieję, że ta faza szybko mi przejdzie bo mięśnie w szczęce też łatwo rozwijam haha

      oh tak, stres rujnuje wszystko, a też bardzo wpływa na trawienie (jak dobrze trawić i przyswajać jak ciągle goni ciebie tygrys? ;P) – kiepskie trawienie na surowej diecie, gdzie jest duża objętość pokarmu, dużo błonnika, do tego szybkie nerwowe jedzenie bez odpowiednio długiego żucia pewnie nie jedną osobę przekonały że raw food nie jest dla nich. Myślę, że bardzo ważna jest też nasza motywacja – dlaczego to robimy? Mam wrażenie, że sporo osób chce jeść na surowo żeby schudnąć. Myślę, że taka motywacja może nie być najlepsza, bo dieta jest porzucana jeśli nie ma efektów, których oczekujemy (niektórzy myślą że schudną jedząc gigantyczne ilości słodkich owoców + orzechy, byle na surowo, nawet bez ćwiczeń) albo zmieniana na mniej wymagającą dietę odchudzającą. Ale jeśli ktoś ma problemy z nadwagą mimo że nie objada się to raw food może rzeczywiście pomóc, bo to może być kwestia toksyn czy złej pracy tarczycy (m.in. Alinie Rose po przejściu na surowe znacząco spadło TSH).

      Ja kilka razy wcześniej podchodziłam do raw food i zawsze szybko odpadałam bo miałam fatalną motywację i nierealistyczne oczekiwania. Zawsze miałam złą relację z jedzeniem, a oglądając filmiki Fully Raw Kristiny i Rawvany chciałam być taka jak one – piękna, promieniująca, mimo że nie bardzo szczupła, i to dzięki jedzeniu, które miało przestać być moim wrogiem. Miało być pięknie i kolorowo od rana do wieczora (szejki we wszystkich kolorach tęczy, lody, desery), miałam od razu być pełna energii, pozytywna i z idealną cerą 😉 Oczywiście rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej, zacznijmy od tego że strasznie wszystko mieszałam i to od samego rana (szłam do sklepu i kupowałam każdy owoc, który mi się podobał, był ładny i apetyczny; podczas jednych zakupów potrafiłam kupić 10 rodzajów, każdego mała ilość, ale żeby „nie było nudno”), więc wzdęcia, problemy trawienne. Warzyw prawie nie tykałam bo nie pasowały do mojej wizji cudownego tropikalnego raju 😉 Mono posiłek z dużej ilości bananów? haha jeszcze czego 😉 Dopiero zaczęło mi wychodzić pół roku temu, jak zdecydowałam się na surową dietę ze względu na profity związane z wyglądem skóry. Nie chodziło o jedzenie, miałam cel, a jedzenie było tylko środkiem a nie tym celem – nie miało dla mnie znaczenia że jem brzydko, monotonnie, nie zawsze super smacznie.

      Nie, ciągota do kiełbasy chyba nie związana z dzieciństwem 🙂 Mięsa jadłam w życiu naprawdę niewiele, nie mam specjalnie wspomnień z nim związanych, a już na pewno nie pozytywnych. Podczas głodówek ciągnęło mnie za to czasami do sera, do pizzy z masą ciągnącego się sera – oj tak, to może być związane ze wspomnieniami, i tymi z dzieciństwa, i tymi świeższymi. Żółty ser przez większą część życia bardzo lubiłam (jak mama w dzieciństwie brała nas do Pizza Hut to zawsze brałam Ucztę Serową, w domu często grzanki), później szalałam za kozim nabiałem, krowie już bardzo rzadko jadłam, nawet masło mi nie smakowało (musiałam mieć ghee albo bawole). Czasami pot pachnie mi lekko kozą, może to wychodzi…? Albo jakaś substancja w ludzkim organizmie daje podobny zapach. Celowo piszę ‚pachnie’ a nie ‚śmierdzi’ bo uwielbiam zapach kóz 😀 Na greckim zadupiu spotkałam pana z małym stadkiem, które wypasał, dookoła mocno pachniało kozami/kozim nabiałem – jedno z moich fajniejszych wspomnień w życiu.

      Chciałam jeszcze napisać, że na słoneczniku z Lidla (4,99 zł / 500 gram, zielona paczka) jest napisane raw sunflower seeds 🙂 Dopiero wczoraj zauważyłam, mimo że kilka razy wcześniej ten słonecznik kupowałam na zlecenie rodziny – ten akurat wydawał mi się ładny, duże jasne ziarna.

      Kill Bill pisał, że każdy słonecznik sklepowy kiełkuje; Ewcia też mi pisała, że słonecznik jej kiełkował – chciałam zapytać czy komuś coś poza słonecznikiem wykiełkowało? Widzę że w PL teraz bieda jeśli chodzi o surowe (oznaczone jako surowe) nasiona i orzechy. Kilka lat temu na rawfoods [ . ] pl było duży wybór, także owoców suszonych w niskich temperaturach, nawet kilka odmian rodzynek mieli – testowałam podczas jednej z raw faz – teraz prawie nic…

      Buziaki 🙂

  14. Jolka A. 6 lipca 2017 at 21:18 Reply

    No dobra dziewczyny przekonalyscie mnie, sprobuje na surowym troche pocwiczyc. Moze bylo tak, ze sama podswiadomie tesknilam do jajek i sobie wmowilam pare rzeczy.
    Zobacze tez te odzywki, moze jak je zaczne brac bezie szybciej i lepiej. Przyzam sie Wam, ze ja podjadam bardzo w nocy i dlatego brzuch bardzo mi wystaje, do tego jedzenie smazone.
    Jestem wlasna niewolnica 🙁

    • agata 7 lipca 2017 at 09:35 Reply

      🙂 witaj Kochana w Klubie Surowych ( ;P ) Pakerów

      u mnie wczoraj już był trening, najpierw rower 10 km (interwały bo jeżdzę po lesie, celowo szukam górek, bocznych ścieżek, bo climbing mi super tyłek rzeźbi a po rowerze na prostej drodze/cardio to tylko w uda mi idzie… odwieczny problem bioder 8-latka i za małego tyłka), potem drugi raz rower 15 km, wieczorem w domu ćwiczenia tyłka z obciążeniami + brzuch skatowałam.

      Jedzenia było więcej i bardzo ładnie instagramowo 😉 Najpierw płatki róż zagryzane bananem (żeby wyciągnąć różany aromat, dobrze dosłodzić). Później maliny (dużo! 4 kartoniki wczoraj łącznie zjadłam – na swoje usprawiedliwienie dodam, że pierwszy raz w tym roku jadłam maliny), część + pokrojony banan + surowe kruszone kakao. Polecam 😀 Z kakao przesadziłam, chciałam na wytrawnie ale no regrets (Lindt może pakować biznes). Później raw obiadek – papryka nadziewana pastą z różyczek brokuła + szyczypiorek (duuużo) + namoczone ziarna słonecznika + marchewki trochę + czarna sól. Dobre mi to wyszło 😀

      Dzisiaj też już był rower 10 km (i znowu płatki róż ukradłam z lasu), dalej nie wiem co będzie bo mało czasu dzisiaj, mam masę pracy i jeszcze niemieckiego chciałam się pouczyć. Praca mnie wczoraj ostatecznie zmotywowała, żeby się ruszyć, musiałam mózg przewietrzyć. Ale fajnie było, dobrze się dzisiaj czuję, zakwasów brak. Białko na pewno kupię bo dzisiaj też więcej jem – ciągnie mnie i do warzyw, i owoców, ale wolałabym nie srać 3x dziennie

      na polskim rynku jest spory wybór raw wege odżywek, w sklepach silaroslin [.] pl, rawfoods [.] pl . Ja chyba kupię SunWarrior bo mają do wyboru smak neutralny, bez żadnych dodatków. Pewnie będę to głównie z bananami miksować, dodatki smakowe wolę wybierać sama a jak w odżywce poza dodatkami/super foods jest jeszcze stevia to dla mnie już w ogóle nie bardzo

      Buziaki

  15. Jolka A. 11 lipca 2017 at 15:02 Reply

    Dobre Agata co napisalas, przyznam sie bez bicia, ze ja tez chcialam schudnac na surowce.
    Wymyslalam sbie rozneg rodzaju glodowki, a kiedy mi sie nie udawalo to popuszczalam.
    Wczoraj byl u mnie rower 8 km, zapisalam sie na silownie. Tylko nie wiem co dokladnie jesc, ale te odzywki, o ktorych wspominasz t kupie. Joasia ma W USA tez fajne, ale nie bede z tamtat sprowadzac. Kupilam slonecznik i mi kielkuje, ale migdaly juz nie. No, trudno zadowole sie tym co mam )

  16. Kill Bill 11 sierpnia 2017 at 18:28 Reply

    Takiego chłopka znalazłem.

    https://www.youtube.com/watch?v=JsXHnILePP0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *